Mała Fatra - Opowieść

Maj 2018 roku

Wstęp

W weekend majowy postanowiliśmy zmierzyć się z 78 kilometrową trasą biegnącą głównie grzbietami Małej Fatry w Karpatach Zachodnich na Słowacji. Mała Fatra jest zbudowana głównie z granitów, przykrytych wapienno-dolomitową czapą i składa się z dwóch części oddzielonych od siebie przełomem rzeki Wag; tj. Małej Fatry Krywańskiej z najwyższym szczytem Wielkim Krywaniem (Veľký Kriváň 1709 m n.p.m.) oraz z niższej, ale bardziej dzikiej Małej Fatry Luczańskiej, gdzie najwyższy punkt znajduję się na Wielkiej Łące (Veľká lúka 1476 m n.p.m.). Ta ostatnia jest mniej znana wśród turystów przez to możemy cieszyć się ciszą i spokojem. Droga wiodąca wzdłuż głównej grani Małej Fatry jest najbardziej interesującym szlakiem regionu, gdyż prawie w całości prowadzi powyżej górnej granicy lasu. Ponadto stanowi fragment Europejskiego długodystanowego szlaku pieszego E3, który łączy brzegi Atlantyku z Morzem Czarnym. Pozostała część szlaków prowadzi zazwyczaj odcinkami zalesionymi od czasu do czasu wiodąc przez efektowne punkty widokowe.

Na terenie Małej Fatry Krywańskiej został ustanowiony Park Narodowy z licznymi rezerwatami ścisłej ochrony, dlatego też biwakowanie na jego terenie możliwe jest tylko przy schroniskach (1€/os.). Na obszarze Małej Fatry Luczańskiej istnieją schrony dla turystów zwane utulniami (Útulňa). Są to zazwyczaj drewniane szałasy położone przy ujęciach wody. W tej części Fatry można spokojnie biwakować. Ciekawostkę stanowi, iż wbrew nazwie Mała Fatra jest wyższa od Wielkiej Fatry. Powód jest prozaiczny. Przydomek zawdzięczają wielkości obszaru nadającego się do wypasu zwierząt. Mała Fatra jest wyższa, więc ziemia jest bardziej skalista i niedostępna, a pastwiska mniejsze.

Poniżej znajdziecie opis trasy dzień po dniu wraz z dodatkowymi informacjami o których słyszeliśmy lub czytaliśmy. Czasy podane są w stronę w którą zmierzaliśmy i pochodzą z mapa-turystyczna.pl. Należy wziąć poprawkę na to, iż czasówki słowackie są bardziej wyśrubowane od polskich. Szczegółowe informację odnośnie poszczególnych miejsc znajdziecie w dziale Wskazówki lub klikając na linki bezpośrednio w poniższym tekście. Za to cały zestaw zdjęć znajdziecie w dziale Galeria.

Dzień I - Trasa Biely Potok ↔ Chata pod Chlebom - 6:55h 17km

Odcinek Biely Potok ↔ Sedlo Medzirozsutce - 2:25h 5km

Janosikowe Diery

Na miejsce dojechaliśmy autem koło godziny 11:00. Miejsca do parkowania jest bardzo mało, ze względu na strome zbocza gór. Bezpośrednio przy szlaku znajduje się parking przy Hotelu Diery 5€/dzień oraz kolejny przed hotelowym parkingiem, który również jest płatny 3€/dzień. Szczęściarze parkują na nielicznych "darmowych" miejscach znajdujących się na poboczu części drogi od Hotelu Diery w stronę Dolnego Kubina. Wszystkie te miejsca zapełniają się dosyć szybko i to nie tylko w weekend. Nam się udaje zaparkować koło starej drewnianej chatki. Zabieramy rzeczy na biwak i ruszamy na szlak o 11:30. Przed nami bajeczne wodospady zwane Janosikowe Diery. Nazwę swoją wzieły od słynnego rozbójnika - Juraja Jánošíka - urodzonego w pobliskiej wsi Terchova. Diery zaś oznaczają po prostu dziury.

Janosikowe Diery

Istnieje kilka wariantów zwiedzania Janosikowych Dier, na które wystarczy jeden dzień.
I. Pierwszy z nich wiedzie z Biely Potok cały czas niebieskim szlakiem, aż do Sedlo Medzirozsutce (1200 m n.p.m.). Z powrotem zaś tym samym lub alternatywnie można odbić w pewnym momencie na szlak żółty z kilkoma punktami widokowymi po drodze.
II. Drugi wariant to wycieczka najpierw szlakiem żółtym z wsi Štefanová położonej w sercu Małej Fatry aż do skrzyżowania z szlakiem niebieskim - Podžiar - którym to ruszamy dalej, aż do Sedlo Medzirozsutce.
III. Oczywiście można też zrobić pętle i przez Mały Rozsutec wracać do Biely Potok szlakiem zielonym lub z skrzyżowania szlaków przy Sedlo Medzirozsutce udać się szlakiem czerwonym przez Veľký Rozsutec do Medziholie i stamtąd już pierw szlakiem zielonym, później niebieskim, wrócić do wsi Štefanová.

Janosikowe Diery

Wybraliśmy szlak niebieski z miejscowości Biely Potok. Praktycznie od samego początku wiedzie on wzdłuż górskiego potoku przez liczne mostki. Im dalej tym dolina robi się węższa, a my musimy pokonywać coraz to dłuższe drabinki nieraz poprowadzone stromo w górę nad licznymi wodospadami. Szlak jest bardzo malowniczy i sam w sobie zdecydowanie wart odwiedzenia. Prowadzi on aż do siodła między dwoma Rozsutcami (Sedlo Medzirozsutce 1200 m n.p.m.), gdzie szlaki się krzyżują. Jest to dobre miejsce na odpoczynek z piękną panoramą. Według mapy w pobliżu siodła przed skrzyżowaniem szlaków, po lewej stronie można znaleźć źródło wody.

Odcinek Sedlo Medzirozsutce ↔ Malý Rozsutec - 0:20h 0.8km

Mały Rozsutec

Stąd postanowiliśmy zaatakować Malý Rozsutec (1343 m.n.p.m.), na który prowadzi bardzo stroma skalna ścieżka, momentami zabezpieczona stalowymi linami, stopniami i łańcuchami. Widok jednak wart jest wysiłku. Z tego miejsca można zejść zielonym szlakiem do Biely Potok. My jednak wracamy do Sedlo Medzirozsutce.

Odcinek Malý Rozsutec ↔ Medziholie - 1:05h 3.4km

Mały Rozsutec

Około 15:40 wchodzimy na szlak niebieski, którym omijamy Wielki Rozsutec (1609 m n.p.m.) ponieważ cały szlak czerwony wiodący po tej górze jest zamknięty od 1 marca do 15 czerwca ze względu na okres lęgowy Orła Przedniego. Za to trawersując mijamy starszą parę piechurów w pełnym rynsztunku, która zrzuciła plecaki i buszuje w poszyciu lasu zrywając jakieś listki. Próbują nam wytłumaczyć co to jest, jednak nie możemy dojść do ładu i składu. Kosztujemy, ale nadal nie jesteśmy pewni co to. Wielki Rozsutec W końcu okazało się, że trafiamy na okres kwitnienia czosnku niedźwiedziego, który rośnie dziko w runie wilgotnych lasów liściastych, często w postaci rozległych łanów. Odcinek ten praktycznie w całości jest zalesiony. Dopiero pod sam koniec docieramy do rozległej łąki przed Wielkim Rozstucem, który z tej strony wygląda jeszcze bardziej imponująco.


Odcinek Medziholie ↔ Chata pod Chlebom - 3:05h 7.8km

Stoh

Odcinek ten można przejść przez szczyt Stoh (1608 m.n.p.m.), który przypomina swym wyglądem stóg siana i stąd też wziął swoją nazwę, czerwony szlakiem lub ominąć żółtym. W pierwszym przypadku czeka nas wspinaczka po stromym zboczu - w sumie na trasie 901 metrów w górę - w drugim trawers, dzięki któremu oszczędzamy 30 minut (wg słowackich czasówek - w rzeczywistość myślę, że więcej ;) - w sumie 712 metrów w górę. Wariant żółty wiedzie przez las. Od czasu do czasu pojawiają się "okna" z widokiem na majestatyczny Wielki Rozsutec. Od momentu kiedy ponownie wkraczamy na czerwony szlak trasa znów biegnie granią przez co jest bardzo widowiskowa ze względu na otaczające nas pasma gór. Tam też trafiliśmy na bardzo silny wiatr.Wielki Rozsutec Mijając Poludňový grúň (1460 m n.p.m.) w dole widzimy schronisko Chata na Grúni (973 m n.p.m.), do którego prowadzi szlak żółty. My jednak kierujemy się dalej szlakiem czerwonym, aż do Chaty pod Chlebom (1415 m n.p.m.), gdzie postanowiliśmy coś zjeść i biwakować. Zejście do schroniska szlakiem żółtym jest dość strome i w rzeczywistości zajmuje więcej niż pokazuje czasówka (10 minut). Do Chaty docieramy około 20:30 wypruci z energii.

Wielki Rozsutec i Stoh W schronisku jest pełno ludzi, gra muzyka i panuje wesoła atmosfera. Szefowa kuchni, niska pulchna brunetka z białą czapką kucharską na głowie, wesoło tańczy za ladą przyjmując zamówienia. Nasze oczy jadły by wszystko co się da, dlatego też zamawiamy gulasz z baraniny (6€) i po strudlu (1.5€) a na deser... smażony ser (4€), chociaż dziwi nas, że nie ma do niego ani frytek ani jakiegoś sosu. Posiłek otrzymujemy błyskawicznie, najpierw ciastka, którego połowa znika momentalnie, by zrobić krótką przerwę na czas pochłonięcia tłustego gorącego gulaszu z dużą ilością miękkiego mięska, który wylądował przed mną. Jedzenia jest tyle, że zaczynam żałować zamówionego sera, który swoją drogą już powinien być gotowy. Czekamy i czekamy. W końcu zapytaliśmy obsługę o co chodzi, a tam pełne zdziwienie, bo zarzekają się że żadnego sera nie mają. Myślałem, że się skończył, więc pytam czy będzie jutro, ale dowiaduje się, że oni w ogóle nie serwują smażonego sera (sic!). Dostajemy zwrot pieniędzy, a zamieszanie tłumaczą nie tylko różnice językowe, ale też otwarta Becherovka w kuchni ;)

Zachód Słońca Po ciemku do melodii polskich hitów lat 80 i 90 wykonywanych przez "górski chór studencki" i nieodzowną w takich warunkach gitarę, rozkładamy namiot na przygotowynym polu przed schroniskiem (1€/os.). Do dyspozycji biwakujących są dwa wychodki oraz toaleta w chacie. W środku też można skorzystać z prysznica, który uruchamia się za pomocą wcześniej zakupionego u gospodarzy specjalnego żetonu, jak do flipperów (1€/żeton). Prysznic uruchamia się przyciskiem Start/Stop, co pozwala na umycie się spokojnie dwóm osobom. Niestety o tej porze jest tylko zimna woda.

Dzień II - Trasa Chata pod Chlebom ↔ Chata pod Suchým - 4:06h 12.1km

Odcinek Chata pod Chlebom ↔ Veľký Kriváň - 1:10h 2.7km

Wielki Krywań Po męczącym dniu przyszedł czas na zwolnienie tempa, dlatego też nie zrywamy się skoro świt, a przewracamy z boku na bok. W nocy spadł deszcz i temperatura. Na szczęście burza choć intensywna to krótka, a stopni było około 5-6C. Puchowy śpiwór z komfortem do -4C okazał się baaaardzo ciepły, więc rozpiąłem go całkowicie i używałem jak kołdry. Słońce świeciło wesoło i my z tym samym nastawieniem zabraliśmy się za śniadanie. Kanapki z serkiem topionym i niezastąpionym w górach polskim kabanosem! W basenie z źródlaną wodą kapały się dwie starsze pary... brrr. Przy basenie jest źródło z wodą pitną. Po śniadaniu i porannej toalecie spakowaliśmy nasz majdan i ruszyliśmy ok. 10:30 zielonym szlakiem z powrotem na grań. Odcinek ten wznosi się łagodnie w górę i omija szczyt góry Chleb (1647 m n.p.m.) prowadząc, aż do Snilovské sedlo (1524 m n.p.m.). Łatwo można się tu dostać gondolką, która startuje z końca doliny Vratnej (762 m n.p.m.) nieopodal Chaty Vrátna. To sprawia, iż przy siodle i na pobliskich szczytach jest masa ludzi, zwłaszcza w piękny pogodny dzień jak dziś. Parę osób sterowało tu modelami samolotów unosznych przez silne porywy wiatru. Niebo było też pełne szybowców leniwie przesuwających się nad nami. Rzecz warta spróbowania w przyszłości! Coraz bliżej nas jest najwyższy wierzchołek Małej Fatry - Veľký Kriváň (1709 m n.p.m.). Wielki Krywań Trasa zaczyna piąć się ostro w górę - na odcinku 700m wychodzimy 106 m w górę. Teraz pozostało mi już odbicie ze szlaku wprost na szczyt - jeszcze ostrzej odcinek 300 m i prawie 90 m w górę. Udało się! Widoki piękne, choć średnia to przyjemność, kiedy otaczają Cię tłumy turystów. Góry tracą w tedy to co najbardziej mnie do nich przyciąga. Chwila zadumy w odosobnionym miejscu. Fotka z tabliczką i sru na dół - szlak wzywa!

Odcinek Veľký Kriváň ↔ Chata pod Suchým - 2:56h 9.4km

Widok z grani Wracamy na grań. Odcinek bardzo malowniczy. Początkowo szlak biegnie spokojnie grzbietem przypominając kształtem nasze Beskidy. Po drodze sporo ukwieconych polan, na których z przyjemnością się rozkładamy podziwiając widoki, jedząc drugie śniadanie i zapadając w drzemkę na ponad godzinę. Coraz częściej pojawią się elementy wspinaczki taterniczej, co utrudniają dodatkowo plecaki zapakowane na parę dni włóczęgi oraz silny wiatr. Tym razem nie pomogą nam łańcuchy czy stalowe liny jak na Malý Rozsutec. Grań zwłaszcza pod koniec, czyli przed wierzchołkiem Suchý (1468 m n.p.m.), mocno "faluje" wymuszając wspinaczkę w górę to w dół. Jeszcze czeka nas dość strome zejście do Prislop pod Suchým (1208 m n.p.m.), gdzie już wchodzimy na przyjemną łąkę, a zaraz potem w bukowy emanujący świeżą majową zielenią las. widok z grani Promienie słońca dość brutalnie potraktowały każdy odsłonięty fragment ciała, ale teraz pięknie aranżowały scenerię prześwitując między drzewami i oświetlając wybrane miejsca, tworząc baśniowy klimat na powrót odludnych gór.

widok z grani Starym stokiem narciarskim schodzimy do Chaty pod Suchým (1075 m n.p.m.), która bardziej przypomina hotel niż schronisko i tu kończym marszrutę około godziny 18:15. Choć czasówki na to nie wskazywały dzisiejsza trasa dała nam lekko w kość i zajęła z przerwami większość dnia. Teraz czas na zupę czosnkową (2.2€) i chmielową - zimne pyszne ciemne słowackie piwo (2€) :) Co do piwa to Słowacy (podobnie jak Czesi) używają często oznaczeń np. 10°, 12° czy 14° na procentową zawartość ekstraktu słodowego (czyli cukru oraz innych składników) w tzw. sladinie – pierwotnej cieczy uzyskanej ze słodu, jeszcze przed dodaniem chmielu i fermentacją. Teoretycznie stopień piwa ma wpływ na zawartość alkoholu - im wyższy, tym potrzeba więcej cukru do fermentacji, a tym samym piwo jest mocniejsze. Tak naprawdę jednak zawartość alkoholu zależy od długości fermentacji, a ta może być różna. Im więcej w piwie zostanie niesfermentowanego słodowego ekstraktu, tym będzie miało ono „pełniejszy” smak. Rozsiedliśmy się z piwkiem na tarasie dołączając do poznanych w trakcie drogi towarzyszy wędrówki. Krzysiek, Basia i Wojtek przygotowują posiłek, a my rozmawiamy i podziwiamy widoki zachodzącego słońca.

widok z grani Zanim zacznie się pora wieczornych kąpieli ruszamy po ciepły prysznic. Tym razem musi się udać! Łazienki są w naprawdę wysokim standardzie jak na schronisko, także z przyjemnością bierzemy gorący prysznic. Automat taki sam jak w Chacie pod Chlebom. Później mała przepierka i wracamy do jadalni. Czekając aż wyschną nam włosy zamawiamy Haluszki z bryndzą i słoniną (Bryndzové halušky), specjalność tutejszego regionu, które niekoniecznie staje się naszą ulubioną. Haluszki bardzo przypominają nasze kluski. Rozbijamy się poniżej schroniska na polanie przy starym ratraku i głębokim jarze, gdzie w nocy usłyszałem surowość tutejszego życia w postaci szelestu i przeszywającego mrok krzyku, a potem skamlenia upolowanej zwierzyny. Krąg życia. My zaś siedliśmy w kręgu przy jasnych płomieniach ogniska. Są tu starsi i młodsi wędrowcy snujący historie z przeszłości i plany na przyszłość. Jedni sączą piwo, inni 52% likier Tatratea a jeszcze inni śliwowicę. Powoli kolejni podróżnicy rozchodzą się w noc by nabrać sił na kolejne zmagania.

Dzień III - Trasa Chata pod Suchým ↔ Sedlo Javorina - 4:14h 12km

Odcinek Chata pod Suchým ↔ Strečno, pod hradom - 1:54h 7.1km

Chata pod Suchym Ranek wita nas zasnutym chmurami niebem. Wygląda jakby miało się zanosić na deszcz. W związku z czym jeszcze przed śniadaniem pakujemy manatki, dzięki czemu unikamy przemoczenia. Tuż potym jak wchodzimy do schroniska zaczyna padać. Rozkładamy się w jadalni, zakupujemy wrzątek 0.5L - 0.5€ i robimy herbatę do kanapek. Dosyć szybko zaczyna się wypogadzać. Ruszamy około 11:30 i już po chwili wędrujemy ścieżką przez las, co okazuje się zbawienne, bo momentalnie pojawia się ostre słońce, które pięknie rozświetla nad nami baldachim świeżych jaskrawo zielonych liści. Odcinek dosyć szybko opada w dół, mimo że ciągle idziemy granią (czerwony szlak). Po drodze po naszej lewej rozciąga się piękny widok z urwiska na zakole rzeki Wag i Małą Fatrę Luczańską. W końcu dochodzimy do ruin średniowiecznego zamku Varin obecnie zwanym Stary Hrad [godz. 12:48]. Zamek zbudowany został na skałach w miejscu, w którym trakt handlowy przechodził brodem z prawej strony Wagu na jego lewy brzeg. Zadaniem zamku była ochrona tego traktu oraz pobieranie myta od podróżujących nim. Później, gdy wybudowano na drugiej stronie Wagu Zamek Strečno, stracił znaczenie i zaczęto go nazywać Starým hradem. Zamek po mimo, iż jest w ruinie robi wrażenie swoim rozmachem i położeniem. Nadal istnieje pare zadaszonych pomieszczeń, w których w razie czego można się schronić.

Ruiny Stary Hrad Po opuszczaniu ruin zamku [godz. 13:15] błyskawicznie znajdujemy się w dolinie, którą po krótkim marszu docieramy do wsi Nezbudská Lúčka, a stamtąd kładką na drugi brzeg rzeki Wag do wsi Strečno [godz. 14:10]. Tu robimy przerwę na obiad w Penzionie Irenka (lokalizacja: SNP 44, 013 24 Strečno, Słowacja), gdzie na nasz stół trafiają pyszne rzeczy: Smażony Ser 4.2€, frytki 1.8€, piwo 1.2€, Kofola 0.5l 1€, pizza ok. 6-9€ i mały luch 3.4€. Kiedy już wszyscy się najedli i napatrzyli na rzekę płynącą leniwie nieopodal, skończyliśmy sjestę i ruszyliśmy na poszukiwanie sklepu i przystanku autobusowego. Zadanie okazało się proste, gdyż sklep i przystanek były obok siebie i to niedaleko nas (Więcej...). Robimy zakupy prowiantowe i żegnamy Krzyśka i Basie, którzy wracają do domu, a my dziarsko ruszamy na zamek.

Odcinek Strečno, pod hradom ↔ Sedlo Javorina - 2.2h 4.9km

Ruiny Zamku Strecno Około 16:00 znów jesteśmy w drodze. Pogoda jest cudowna, brzuch pełny, piwko szumi w głowie, więc idzie się bardzo przyjemnie. Tak trafiamy do Zameku Strečno [godz. 16:30]. Co prawda zbaczamy z trasy, ale tylko odrobinę. W końcu zamek zbudowano na wysokiej skale (103 metry wysokości) nad przełomem rzeki Wag, co powoduję iż wygląda bardzo imponująco. Budowla jest w znacznie lepszym stanie niż Stary Hard. Widać, że została otoczony czułą opieką. Ta opieka też zapewne dość słono kosztuje, gdyż ceny biletów nie są małe (dorosły: 5€, studenci: 3€, rodzinny 2 dorosłych 2 dzieci 6-15 lat: 13€). Co prawda zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem... ale jedynie po słowacku. Do tego o określonych godzinach, więc tylko przyglądamy się zamkowi i ruszamy w dalszą drogę. Teraz trzeba być czujnym, bo wchodząc w las trafiamy na znaczną ilość "stokówek", czyli dróg leśnych którymi posługują się drwale zwożący drzewa, więc łatwo zgubić szlak. Nam się ta sztuka udaje. Na szczęście orientuję się w porę i sprawdzam nasze położenie na telefonie. To nie ostatni raz, gdy na Małej Fatrze Luczańskiej gubimy przez stokówki szlak. Następnego dnia dzieję się to samo. Pniemy się stromo pod górę - na odcinku ok. 2 km 360m w górę, ciągle lasem - aż docieramy do Sedlo Rakytie (ok. 717 m n.p.m.). Leśny dukt prowadzi nas dalej tym razem już nieco łagodniej, aż do skrzyżowania szlaków na Sedlo Javorina (968 m n.p.m.), gdzie lądujemy ok 18:30. Znajduje się tu zadaszany drewniany stół i ławki do biesiady. Widać też ślady po ognisku. Mija nas kilku rowerzystów w średnim wieku. Jesteśmy dla nich pełni podziwu. Tutejszą drogą przemieszczało się też pare jeepów i motocyklista.

Ruiny Zamku Strecno Rozbijamy się na niebieskim szlaku, gdzie znajduję dogodne miejsce na namiotu i ognisko, co nie jest takie proste z powodu dużej ilości kretowisk i kamieni. Wybraliśmy to miejsce nie tylko z powodu późnej pory, ale też wskazówki, iż nieopodal podążając w dół zielonym szlakiem ok 10-15 min w stronę Stráňavy, horáreň można odnaleźć źródło z wodą pitną. Faktycznie źródło było w wskazanym na mapie miejscu. Jednak jego wydajność była dość średnia. Po dłuższej chwili mieliśmy pełne bukłaki, łącznie 6 litrów wody. Jak to na szlakach graniowych z wodą bywają problemy. Tak też jest w przypadku naszej trasy. Dlatego przed wyprawą warto zorientować się, gdzie można uzupełnić zapasy. Listę źródeł znajdziecie tutaj.

Widok z okolic Rakytie na wieś Strecno Wracając nocą drogą wyciętą w zboczu góry pośród gęstych lasów zostawiłem Wojtka w tyle, gdyż akurat złapał zasięg i mógł wreszcie kontaktować się ze światem zewnętrznym, co mimo wszystko nawet będąc tak wysoko nie jest normą. Jego czołówka dawała mocny snop światła, więc nie używałem swojej, ciesząc się granatem nieba nad mną. Nagle po swojej prawej stronie, powyżej usłyszałem głośny szelest. Momentalnie zapaliłem czołówkę i zacząłem przeczesywać okolicę, aż snop światła natrafił na parę iskrzących się oczu wpatrujących się uporczywie we mnie. Siedział nieporuszany na zboczu i gapił się na mnie a ja na niego. Tak chwilę nie odrywaliśmy od siebie wzroku obserwując bacznie. Światło latarki wydobyło z nocy zarys ostrych sterczących do góry kocich uszu. Ryś! Zacząłem wydawać odgłosy i strzelać palcami, myśląc że jakoś zareaguje. Nie myliłem się. Ryś ruszył w moją stronę! Zacząłem się cofać nie spuszczając go z wzroku, aż znalazłem się przy Wojtku. Ruszyliśmy dalej razem. Pokazałem mu miejsce, gdzie widziałem kota. Ten dalej tam siedział i łupał na nas ślepiami. Szybkim krokiem ruszyliśmy do namiotów. Zrobiliśmy palenisko z licznych kamieni i po chwili wpatrywaliśmy się w wesoło trzaskające drewno i ciepłe ogniki. Nie ma nic bardziej pokrzepiającego w mroku lasu nocą niż ognisko przy którym można snuć plany lub zatopić się w przeszłość.

Dzień IV - Trasa Sedlo Javorina ↔ Sedlo pod Hnilickou Kýćerou - 6:55h 20.5km

Odcinek Sedlo Javorina ↔ Veľká lúka - 3:05h 8.1km

Widok z grani w drodze na Sedlo Okopy Mimo nocnej biesiady przy ognisku postanawiamy wyruszyć o 9 rano i z parominutowym poślizgiem się nam to udaje. Wkraczamy na odcinek gdzie równolegle ze sobą biegnie czerwony i zielony szlak, a pną się one dosyć stromo w górę. W tym miejscu należy uważać, by nie zgubić drogi, ponieważ biegnie tędy też stokówka, a szlak odbija na prawo. Poruszamy się głownie w lesie, mimo że ciągle idziemy granią. Tuż przed Sedlo Okopy (1290 m n.p.m) wychodzimy na przepastną łąkę [godz. 12:10], która ciągnie się aż do szczytu Minčol (1364 m n.p.m.) [godz. 12:45]. Stąd mamy piękne widoki zarówno na Mała Fatrę Krywańską jak i dalszą część Luczańskiej. W trakcie wędrówki tym odcinkiem natkniemy się na wojskową armatę - pozostałość dawnej linii obrony przeciwlotniczej. Znów wchodzimy w las i tym razem schodzimy w dół około 100m, aż do Sedlo Prašivé (1260 m n.p.m.), by zacząć powolną wspinaczkę na Veľká lúka (1476 m n.p.m.). Ten odcinek jest dość spokojny. Przejdziemy przez kilka otwartych terenów, w tym miniemy wzdłuż betonowego muru stację radiowo-telewizyjną [godz. 14:14] i otworzy się przed nami olbrzymia przestrzeń z piękną panoramą. To znak, że wkroczyliśmy na Wielką Łąkę :) Łatwo domyślacie się skąd wywodzi się nazwa. Widok z szczytu Mincol na Sedlo Okopy Tereny te służyły tubylcom do wypasu trzody. Poniżej na Martinské hole, rázc. (1258 m n.p.m.) znajdziecie ośrodek narciarski i co za tym idzie bazę gastronomiczno-noclegową. Dostaniecie się tam z Krížava, vysielač (1441 m n.p.m) szlakiem żółtym (25 min). My zaś idziemy na szczyt, gdzie szlak czerwony krzyżuje się z niebieskim, gdyż na tym drugim po około 10-15 min marszu znajdujemy źródło wody. Tam też uzupełniamy zapasy i gotujemy szybko obiad w postaci żywności liofilizowanej.

Odcinek Veľká lúka ↔ Horná lúka - 1:10h 4.1km

Widok z Wielkiej Luki na odalony Kľak Po napełnieniu żołądków ciepła strawą i camelbagów wodą z nową energią wróciliśmy na szlak graniowy. Teraz droga biegnie praktycznie cały czas w otwartym terenie, dzięki czemu nasze oczy możemy bez przerwy cieszyć pięknymi widokami, właściwie aż do szczytu Veterné (1426 m n.p.m.) [godz. 16:10]. Później wchodzimy w gęsty labirynt ścieżek wyznaczony przez kosodrzewiny i po około godzinie docieramy do łąki przy Horná lúka (1299 m n.p.m.). Jest to o tyle ważne miejsce, że poniżej podążajac zielonym szlakiem znajduje się utulnia Grand Hotel Partyzán. Komfortowy drewniany domek z kozą, wychodkiem i źródełkiem w pobliżu. Kuszące ciepło, kiedy usiedliśmy na łące przy Hornej Luce, nakłaniało nas do pozostania. Chwila zastanowienia i rzut oka na mapę - następne źródło jest przy Sedlo pod Hnilickou Kýćerou (1028 m n.p.m.) prawie trzy godziny drogi...

Odcinek Horná lúka ↔ Sedlo pod Hnilickou Kýćerou - 2:40h 8.3km

Widok na Wielką Lukę Zdecydowaliśmy ruszyć dalej. Tylko w ten sposób uda nam się jutro zdobyć majestatyczny Kľak (1352 m n.p.m.), który przez cały dzień był widoczny na horyzoncie i zarazem jest ostatnim punktem naszej wyprawy. Mając przed sobą cel dziarskim krokiem weszliśmy w bór, który towarzyszył nam już praktycznie do końca dnia. Znaczną część tutejszego drzewostanu stanowią moje ukochane buki. Tworzą lasy bardzo przejrzyste, słoneczne głównie przez znikomą ilość krzewów. O tej porze listki dopiero się rozwijają, są małe, więc przepuszczają znaczną część promieni słonecznych i są soczysto zielone. W pewnym momencie idąc granią trafiliśmy na miejsce, gdzie po jednej stronie był las bukowy oświetlony jeszcze promieniami późno popołudniowego słońca, a po drugiej stronie las iglasty, ciemny, mroczny, nieprzenikniony, niczym z baśni, gdzie spotkać można czarownice i ich sługi. Kontrast światła po jednej stronie i mroku po drugiej, sprawiał niesamowite wręcz nabożne uczucie. Coś pierwotnego było w tej scenerii, kiedy najmniejszy szelest potrafił wywołać ciarki na plecach.

Widok z grani w drodze na Hnilická Kýćera Ten 8km odcinek jest sporym wyzwaniem, gdyż początkowo schodzimy 300m, by potem powoli wspinać się ponad 200m. W sumie w górę pokonujemy 380m, a w dół 636m. Mimo, że poruszamy się głównie w lesie, z nielicznymi punktami widokowymi, jest to wędrówka zaskokująco przyjemna. W trakcie nie spotykamy żywej duszy. Natura zachowała tu swój pierwotny urok, który wyraźnie na nas oddziałowuje. Warto zboczyć z szlaku na małe łąki, by popodziwiać ciągnące się nieskończone pasma słowackich gór. W promieniach popołudniowego słońca przypominają nam zielone morskie fale lub górskie tarasy, na których uprawia się jaskrawozieloną herbatę na dalekich wyspach [godz. 18:14] . Po drodze natykamy się nagle na łany Czosnku niedźwiedziego. Tym razem zrywamy trochę pachnących liści, które później lądują na kanapkach nadając im wykwitnego smaku :)

Zachód słońca na Hnilická Kýćera Przyspieszyliśmy tempa, choć po całym dniu wędrówki górami z plecakiem, wydawało mi sie to niemożliwe. Powód był prozaiczny. Ciemne chmury, które od jakiegoś czasu nadciągały na nas wraz z dalekimi grzmotami i błyskami. Pierwsze krople podziałały bardzo mobilizująco. Nałożyliśmy na siebie pałatki i ostrym tempem uderzyliśmy naprzód. Ostatnia część tego odcinka stanowiła dla nas nie lada wyzwanie. Zetknęliśmy się z bardzo stromą 80m ścianą na którą trzeba było się wdrapać. Pod pałatką zrobiło się parno, pot zaczął kapać mi z czoła, więc pozbyłem się tej przenośnej sauny. Deszcz się uspokoił. Wspinaczka okazała się mordęgą. W końcu jednak ostatni szczyt dzisiejszego dnia - Hnilická Kýćera (1217 m n.p.m) [godz. 20:00] - został pokonany. Wychodzimy na rozległą łąkę. Masa kłębiących się chmur o barwie od amarantu do atramentu sprawiła niesamowite, groźne wrażenie. Wiatr się wzmagał. Błyski nie ustawały. Na szczęście nie padało. Gdyby było inaczej nie wiem czy zeszlibyśmy z tej góry. Szlak prowadzi bardzo, ale to bardzo stromo w dół. Ścieżka jest szeroka na kilka metrów i praktycznie tak wydeptana, że nie daje żadnego oparcia stopom. Wyobrażam sobie, że podczas ulewy pędzi tędy złowieszczy potok błota. Bezpieczniej jest zejść ze ścieżki do lasu i schodzić po leśnym runie. Zachód słońca na Hnilická Kýćera Odcinek 400m i prawie 200m w dół. Łatwo wyobrazić sobie jak stromo było. Wreszcie docieramy na płaską, otwartą przestrzeń. Niestety łąką jest bardzo nierówna. Pełno na niej kęp traw i kopców. Spieszymy się przed burzą. Na szczęście za zakrętem, tuż przy znaku oznaczającym, iż dotarliśmy do celu, jest idealne miejsce na biwak. Drewniane ławeczki, palenisko, parę minut stąd źródło i przed wszystkim równy teren pod namiot. Nocujemy na Sedlo pod Hnilickou Kýćerou (1028 m n.p.m.) [godz. 20:20].

Dzień V - Trasa Sedlo pod Hnilickou Kýćerou ↔ Fačkovské sedlo - 5:30h 16.4km

Odcinek Sedlo pod Hnilickou Kýćerou ↔ Skalky - 1:55h 5.5km

Spacer pośród łanów niedźwiedziego czosnku Poza ciepłym śpiworem jesteśmy już ok 7:30. Gotuję wodę by zalać nią żywność liofilizowaną. Dziś wyjątkowo na śniadanie zjemy obiad, gdyż plan zakłada, że obiadokolację zjemy już w knajpie :) Tuż po 9:10 zarzucamy plecaki na ramiona i rześkim marszem ruszamy przed siebie. Droga wiedziecie długą wąską łąka, którą dochodzimy do pierwszego dziś szczytu Úplaz (1085 m n.p.m.). Stąd schodzimy krótkim odcinkiem do Sedlo pod Úplazom (988 m n.p.m.), gdzie łąka rozlewa się szeroko. Doskonałe miejsce na drugie śniadanie :) Jednak nie ma czasu do stracenia, jeśli jeszcze dziś chcemy złapać autobusy, które pozwolą nam wrócić do pozostawionego na parkingu w Biely Potok auta. Droga na chwile wchodzi w las, by w końcu wyprowadzić nas ostrym zakrętem na otwartą przestrzeń z pięknym widokiem na dolinę i w oddali szczyty Wielkiej Fatry i dalej Niżnych Tatr [godz. 10:10]. Szlak aż do Skalky (1175 m n.p.m.), wnosi się powoli i biegnie w otwartym terenie, co sprawia że wędrówka zmienia się w przyjemny spacer.

Odcinek Skalky ↔ Kľak - 2:25h 6.3km

Widok z Ostrej Skały Z Skalky (1175 m n.p.m.) schodzimy ponad godzinę całkiem nisko do Vríčanské sedlo (953 m n.p.m.). Poza niedługim otwartym odcinkiem ciągnącym się od Skalky cały czas podążamy lasami i tak będzie również podczas wspinaczki na Ostrá skala (1220 m n.p.m.). Te prawie 270m w górę daje siwe znaki, ale po odbiciu odrobinę z szlaku by zdobyć Ostrą skałę, widoki wynagradzają trudy [godz. 12:47]. Punkt ten, mocno eksponowany, pozwala ujrzeć ogrom otaczających nas górskich pasm. Po ok. 10 minutach marszu wkraczamy na kolejny dobry punkt widokowy lub miejsce na ewentualny biwak - masywną półkę skalną (ok 1276 m n.p.m.), która do tej pory przysłaniała nam ostatni cel naszej wędrówki - majestatyczny Kľak (1352 m n.p.m.). Krótkie zejście na wysokość ok. 1220 m n.p.m. by zacząć ostatnią wspinaczkę tej wyprawy. Najpierw podchodzimy żmudnie Pod Kľakom (1275 m n.p.m.), gdzie z szlakiem czerwonym krzyżują się szlaki niebieski i zielony. Widok na Kľak Stąd dzieli nas od szczytu odcinek 300m i 77m w górę. Niesie nas już radość z ukończenia szlaku graniowego Małej Fatry i o godz. 14:30 stajemy pod słowackim krzyżem na Kľak (1352 m n.p.m.). Udało się ! Wojtek dla uczczenia naszego wyczynu żongluje maczugami na skałach i po mimo nierównego podłoża i wiatru idzie mu to świetnie. Na szczycie spędzamy około 45 minut kontemplując zwycięstwo i dając odpocząć mięśniom.

Odcinek Kľak ↔ Fačkovské sedlo - 1:10h 4.6km

Widok na Kľak Około godziny 15:15 decydujemy zejść jednak krótszym szlakiem żółtym do Fačkovské sedlo (792 m n.p.m.), zamiast niebieskim biegnącym do Fačkov (1:45h inne źródło 2:30h 538 m n.p.m.). Początkowo odcinek ten krótko biegnie w terenie otwartym po masywie Kľak, by później łagodnie zanurzyć się w las. Dopiero po ok. 30 minutach ponownie wychodzimy na szeroką łąkę - ostatnią położoną tak wysoko. W trakcie wędrówki szlak pierwotnie zbaczał w las, jednak od jakiegoś czasu jego przebig został zmieniony i podążamy za nowymi oznaczeniami wzdłuż drzew, aż do końca łąki. Ostatni to moment by nacieszyć oczy widokami. My jednak cieszymy się kiedy wchodzimy pod baldachim liści, gdyż słońce dało nam już mocno popalić [godz. 16:05]. Teraz szlak zaczyna mocno opadać, bardzo szybko gubimy wysokość, aż wychodzimy na łąkę zaczynającą się przy Staré cesty (835 m n.p.m.). Ostatni rzut oka za siebie i po ok. 15 min spacerze kończymy naszą 78km pieszą wyprawę na parkingu w Fačkovské sedlo (792 m n.p.m.) [godz. 16:45]. Stąd udaje się nam złapać busa do Żyliny (2.3€/os.), a stamtąd do Bielego Potoku (1.8€ + 0,3€ bagaż/os.), gdzie zatrzymujemy się na noc. Podróż z przesiadką zajmuje nam ok. 2h. wyszukiwarka połączeń

W miejscowści Terchova/Biely Potok zatrzymujemy sie niedaleko Janosikowych Dier na prywatnej kwaterze obok Pizzerii Natalia. Za całe poddasze; dwie sypialnie, kuchnie, salon, toalete (łazienka na piętrze) płacimy 25€. Pizzeria jest czynna 16:00-22:00, więc fundujemy sobie wreszcie gorący posiłek tym razem nie zalewny wrzątkiem z kuchenki gazowej :)

Dzień VI - Orawski Zamek i Baseny Termalne

Oravský hrad

Orawski Zamek

Nieziemsko wyspani leniwie budzimy się do życia. Człowiek docenia teraz miekkość materaca na łóżku. W drodze powrotnej do Polski postanawiamy odwiedzić świetnie zachowany zamek leżący 35km od Terchovej, za Dolnym Kubinem (35min autem). Zamek Árva, czy jak obecnie zwany, Oravský hrad powstał najprawdopodbniej po najeździe tatarskim w 1241 roku. Decyzja o jego wybudowaniu wynikała z kilku powodów. Głównym powodem było zabezpieczenie wschodniej granicy kraju i ochrona drogi biegnącej do Polski, ze względu na jej duże znaczenie handlowe. Niemałym powodem było również utworzenie sprawnego centrum administracyjnego dla Orawy. Pierwsze pisemne wzmianki o nim pochodzą z drugiej połowie XIII wieku. Ciekawostką jest, iż grodem tym oraz znacznymi przyległymi dobrami, władał przez krótki okres czasu, w połowie wieku XV, Polak hrabia Liptowa i Orawy Piotr Komorowski. Utracił jednak te ziemi wraz z zamkiem po wsparciu starań o korone węgierską Władysława Jagiellończka, syna Kazimierza IV Jagiellończyka. Zamek a właściwie zamki, gdyż wyróżnia się aż trzy tj. zamek górny (najstarszy), zamek środkowy oraz zamek dolny, można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Niestety jedynie w języku słowackim. Istnieje aplikacja internetowa służąca za multimedialny przewodnik - przy poszczególnych atrakcjach są nazwy, które można wybrać w programie i odsłuchać nagranych informacji , również w języku polskim. Niestety nie udało nam się skorzystać z tego wynalazku, a z opowieści słowackiego przewodnika można wyciągnać tylko połowiczne wiadomości. Za to w niektórych salach są tabliczki z opisem również w języku polskim. Cały kompleks jest ciągle rekonstruowany i robi naprawdę dobre wrażenie. Widoki z tarasów i wież na dolinę wraz z wijącą się rzeką Orawą jak i otaczającymi nas górami zapiera dech w piersi. Obiekt zwiedza się w wybranych godzinach po zakupieniu biletu w kasach (duża wycieczka: dorośli 10€, dzieci do 6 lat 1€, dzieci powyżej 6 lat, studenci, emeryci 5€). Wycieczka trwa ok. 1.5-2h. Warto również zwiedzić maleńkie urocze miasteczko przy zamku np. w oczekiwaniu na przewodnika lub zjeść gulasz jeleni w Restauracji Pod hradom przy wjeździe do miasteczka po lewej. Wskazówki .

Baseny Termalne

Czas na kolejny punkt programu, a mianowicie to z czego słynie nasz południowy sąsiad, czyli gorące źródła. Mamy takie swoje ulubione miejsce w miejscowości Orawica, które nazywa się poprostu Termálne kúpalisko. Są to dosyć stare dwa baseny w dolinie u stóp Tatr Zachodnich o temperaturze wody ok. 34-38° C. Jednak tym razem daje się namówić na nowoczesny kompleks basenów leżący tuż obok. Meander Park składa się z kilku basenów na zewnątrz oraz wewnątrz budynku o temperaturze wody od 28 do 38° C, do dyspozycji mamy jacuzzi, saunę (dodatkowo płatna), zjeżdzalnie, z ciekawszych rzeczy także basen w którym tworzone są fale imitujące te występujące na morzu. Woda w basenach jest bogata w minerały i mikroelemeny o naukowo udowodnionym zbawiennym wpływie na organizm i spełnia parametry wód leczniczych. Znajdziemy w niej: mangan, wapń, magnez, lit, żelazo, siarczany i wodorowęglany. W zależności od pory i czasu jaki chcemy spędzić w tym przybytku tyle przyjdzie nam zapłacić. My byliśmy po godzinie 16:00 na 3h, więc bilet wyniósł nas 9.5€/os. Dla rodziny z dziećmi będzie to dobry wybór. Ja jednak pozostanę przy tradycyjnym moczeniu tyłka na świeżym powietrzu w starych termach Oravicy. Więcej.

Tym miłym akcentem zakończyliśmy słowacką wyprawę.

Podsumowanie

  • Mała Fatra Krywańska jest bardziej skalista, ostra, widowiskowa, wymagająca, na trasie schroniska. Zaś część Luczańska jest dużo bardziej łagodna, rozległa, dzika/odludna, mniej wymagająca. Na trasie jedynie utulnie.
  • Na Małej Fatrze Krywńskiej istnieje park narodowy - biwakować legalnie można tylko przy schroniskach (1€/os.).
  • Cały szlak czerwony wiodący przez Wielki Rozsutec jest zamknięty od 1 marca do 15 czerwca ze względu na okres lęgowy Orła Przedniego.
  • 2l wody dziennie na osobę szybko schodziło - praktycznie nic lub niewiele zostawało nam pod koniec dnia - warto o tym pamiętać planując trasę. Źródła Wody.
  • szlak robiony w drugą stronę, czyli od Małej Fatry Luczańskiej do Krywańskiej, jest bardziej widowiskowy, gdyż przed oczami mamy więcej wysokich szczytów.
  • "słowacy chodzą szybciej" - często czasówki są bardzo wyśrubowane, warto kontrolować czas i porónywać z podanymi na tabliczkach. Nawet bez plecaków warto dorzucić 20-30% więcej czasu.
  • Warto! Piękna przyroda, piekne widoki, nawet lasy są tu piękne, pierwotne.
  • piwo, barani gulasz i zupa czosnkowa!